niedziela, 18 grudnia 2016

Denko: Sylveco + Garnier + Bourjois + Lovely + Rimmel

Jesienne denko, produkty zużyte w okresie od września do grudnia.



Zaczynając od pielęgnacji: Lekki krem nagietkowy Sylveco. Początkowo używałam go jako krem na dzień i na noc, jednak nakładając go przed spaniem zdarzało mi się budzić kolejnego dnia z lekko suchą skórą. Jednakże, jest to krem idealny na dzień. Wchłania się w parę minut, jest świetną bazą pod makijaż, z żadnym moim podkładem się nie pokłócił. ;) Przyjemne nawilżenie, dodatkowo wydaje mi się lekko regenerujący (delikatne rozjaśnienie przebarwień na skórze). Jeśli chodzi o opakowanie - ma swoje wady i zalety. Po pierwsze, jest bardzo higieniczne. Z drugiej strony natomiast - miałam duże problemy z określeniem kiedy zacznie się kończyć. I jestem pewna, że coś jeszcze zostało na samym dole, ale niestety nie jestem w stanie wydobyć tej resztki kremu. Uwaga - specyficzny zapach, choć nie jest nieprzyjemny. Po kilku użyciach nos się przyzwyczaja. ;)

Regenerujący krem do rąk Garnier - jak widać rozcięty i wykończony. Jeden z moich ulubionych, zaraz obok kremu Evree. Cóż, spełnia swoje zastosowanie, i chyba nic więcej nie jestem w stanie o nim powiedzieć. ;) Nawilża i regeneruje, niezły skład, niezła cena. Specyficzny, pudrowy (?) zapach,

Rokitnikowa pomadka ochronna o zapachu cynamonu Sylveco, nieźle sponiewierana. Chyba znalazłam swój ideał jeśli chodzi o ochronę ust. Cudowny skład, idealne nawilżenie i regeneracja. Podobno pachnie cynamonem, choć dla mnie jest to bardziej zapach tabletek z witaminą C. Ze względu na rokitnik w składzie - nadaje ustom lekko pomarańczowe zabarwienie, dlatego trzeba uważać, żeby nie wyjechać poza kontur. Jednym minusem jest dla mnie opakowanie - po upadku przestało się domykać, połamało się w kilku miejscach, poza tym napisy się stały. Ale jestem w stanie to wybaczyć biorąc pod uwagę cenę i skład.

Przechodząc do kosmetyków kolorowych - Rimmel Stay Matte. Znalazłam go w super okazyjnej cenie. Jest w porządku, nie wiem jak puder mógłby powalić mnie na kolana. ;) Całkiem spory, matuje dobrze. Pomimo tego, że wzięłam odcień transparentny, ratował mnie gdy przesadziłam z różem - oddaje jednak trochę koloru. 

Lovely Pump Up Mascara - cóż za zaskoczenie po użyciu Wibo Growning Lashes z tej samej półki cenowej. Na moich rzęsach ciężko uzyskać efekt wow, jednak było ją na nich widać(!), podkręcała i pogrubiała. Dopiero po kilku miesiącach zaczęła się kruszyć i to raczej przy pocieraniu (nie sama z siebie), o co nie mam żalu, gdyż nie miałam efektu pandy od samego początku.

Bourjois Healthy Mix - mój numer jeden wśród podkładów. Niesamowicie przyjemnie nosi się go na twarzy, uczucie podobne do wklepanego kremu. Przepiękny, żółty odcień. Ładnie rozświetla skórę. Jest dobrą bazą dla innych kosmetyków, choć mam wrażenie że nie lubi się z bronzerem z Kobo. Niestety za komfort w użytkowaniu, krycie jest średnie, a trwałość przeciętna. Jednak brak uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia wszystko potrafi mi wynagrodzić.

I na koniec dwie próbki perfum. New York Coach zawładnął moim sercem i zastanawiam się nad kupieniem go w większej wersji. Michael Kors Wonderlust to ciężki, kwiatowy zapach, na początku trochę duszący. W ogólnym rozrachunku jest w porządku, jednak nie wiem czy wróciłabym do niego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz